Ciało zanurzone
Miałam zostać w wannie najwyżej pół godziny. Taki był plan: gorąca woda, umyć włosy, ogolić nogi, może przez dziesięć minut poczytać książkę i wyjść, zanim skóra na palcach zrobi mi się pomarszczona.
Bardzo rozsądny plan.
Tylko że zanim weszłam do łazienki, zrobiłam coś, co od początku stawiało pod znakiem zapytania całą jego rozsądność. Wyjęłam z szuflady dildo.
To duże. Moje ulubione. Ciężkie, gumowe, z grubą podstawą zakończoną przyssawką, zdecydowanie większe niż cokolwiek, czego potrzebowałaby kobieta chcąca jedynie „trochę się pobawić”.
Położyłam je obok wanny. Tak po prostu, jak szczotkę do włosów, jak kosmetyk, jak zupełnie niewinny przedmiot. Patrzyłam na nie przez chwilę, stojąc naga przy wannie.
— Tylko kąpiel — powiedziałam sama do siebie.
Już wtedy wiedziałam, że kłamię.
Uwielbiam gorącą wodę. Nie ciepłą, gorącą. Taką, która przy pierwszym zanurzeniu zmusza mnie do krótkiego syku przez zęby, zanim ciało się przyzwyczai, i po której skóra na piersiach i udach robi się lekko różowa.
Weszłam powoli: najpierw stopy, łydki, uda, potem usiadłam i pozwoliłam wodzie zamknąć się wokół bioder. Westchnęłam. Było dobrze.
Włosy spięłam wysoko w niedbały kok, chociaż kilka mokrych kosmyków natychmiast przykleiło się do karku. Piana zasłaniała mi brzuch, ale kiedy przesuwałam nogami, czasami rozsuwała się i odsłaniała piersi albo ciemniejszą linię między udami.
Przez pierwszych kilka minut naprawdę niczego nie robiłam. Leżałam, oddychałam, przymknęłam oczy. I właśnie wtedy zaczęłam czuć własne ciało trochę zbyt dokładnie: miękkość piersi unoszących się pod wodą, ciepło pomiędzy udami, delikatne pulsowanie tam, gdzie przecież jeszcze niczego nie dotykałam.
To jest jedna z rzeczy, których czasami sama w sobie nie rozumiem. Jak szybko potrafię się podniecić. Nie potrzebuję godzinnego budowania atmosfery, czasami wystarczy jedna myśl, jeden obraz, jeden zapach, jedno świadome przesunięcie uda po udzie.
Otworzyłam oczy. Dildo nadal leżało przy wannie.
— Oczywiście.
Wyciągnęłam rękę. Było chłodne, ciężkie, a kiedy przesunęłam dłonią po jego długości, od razu poczułam to idiotyczne, charakterystyczne napięcie nisko w brzuchu. Nie chodziło nawet o samą zabawkę, tylko o świadomość tego, co mogłam z nią zrobić.
Położyłam ją sobie na brzuchu i przez chwilę tylko patrzyłam: gruba, wyraźnie zaznaczona główka, długi trzon, szeroka podstawa. Znałam ją doskonale i wiedziałam dokładnie, ile mogę przyjąć bez przygotowania. Wiedziałam też, że zwykle i tak próbuję więcej.
Przesunęłam dildo między piersiami, powoli, guma sunęła po mokrej skórze. Potem po brzuchu, niżej, aż zatrzymałam je na wzgórku łonowym. Serce już biło mi szybciej.
— Jeszcze nic — szepnęłam.
To także było kłamstwo.
Rozsunęłam nogi, woda poruszyła się wokół ud, a ja przesunęłam główką zabawki po cipce. Nie wsunęłam jej, tylko przejechałam, od wejścia do łechtaczki.
Raz. Wciągnęłam powietrze. Drugi raz, mocniej, i moje biodra poruszyły się same.
— Kurwa.
Odchyliłam głowę na krawędź wanny. To było niemal śmieszne, jak mało trzeba było.
Przesunęłam dildo trzeci raz, tym razem zatrzymując szeroką główkę dokładnie na łechtaczce, i docisnęłam. Krótki dreszcz przebiegł mi po brzuchu.
To wciąż nie było to, czego chciałam. Chciałam ciężaru, rozciągnięcia, tego pierwszego momentu, kiedy ciało protestuje przez sekundę, a potem zaczyna ustępować.
Uniosłam zabawkę, przyłożyłam główkę do wejścia i zatrzymałam się.
Lubię ten moment, może nawet bardziej, niż powinnam. Tę sekundę przed. Świadomość, że jeszcze nic we mnie nie ma i że za chwilę będzie.
Docisnęłam lekko. Główka rozsunęła mnie tylko trochę. Za mało.
Cofnęłam ją, potarłam nią cipkę jeszcze kilka razy, zbierając własną wilgoć, która mimo kąpieli była aż nazbyt oczywista, i spróbowałam ponownie. Tym razem mocniej.
Czułam, jak szeroka główka rozpycha wejście. Zacisnęłam palce na brzegu wanny. Jeszcze centymetr, jeszcze trochę, i nagle weszła. Cała główka.
Sapnęłam.
— O Boże.
Zatrzymałam się. Miałam dopiero kawałek dildo w środku, a już czułam, jak ciasno obejmują je mięśnie. Poruszyłam biodrami, minimalnie, i zabawka przesunęła się głębiej. Cofnęłam, znów wsunęłam, powoli.
Byłam mokra, rozgrzana i wystarczająco podniecona, żeby po kilku ruchach moje ciało zaczęło przyjmować ją znacznie łatwiej. Nie chciałam jednak robić tego ręką, bo od początku chodziło mi o przyssawkę.
Wstałam z wanny, woda spływała po udach i brzuchu i przez sekundę zrobiło mi się chłodno. Przykucnęłam przy wannie, docisnęłam podstawę dildo do gładkiej powierzchni dna, bliżej jednego z końców, i nacisnęłam. Przyssawka złapała. Szarpnęłam zabawkę kontrolnie, ani drgnęła.
Przełknęłam ślinę. W tej konfiguracji wyglądała znacznie bardziej bezczelnie: stała pionowo, duża, gotowa. I nagle poczułam się głupio podniecona samym widokiem.
Weszłam z powrotem do wanny i uklękłam nad nią. Jedną ręką oparłam się o krawędź, drugą objęłam dildo i ustawiłam je dokładnie pod sobą. Rozsunęłam uda szerzej, główka dotknęła mnie od dołu i zadrżałam.
— Dobra, Nadia.
Opuściłam biodra. Pierwsze kilka centymetrów weszło łatwo, dalej pojawił się opór, więc zatrzymałam się. Czułam rozciągnięcie wyraźnie, niemal boleśnie przyjemnie.
Uniosłam się, opuściłam ponownie, trochę głębiej. Jeszcze raz. I jeszcze. Za każdym razem przyjmowałam więcej, a oddech zaczynał mi się rwać.
Patrzyłam w dół i obserwowałam, jak dildo znika we mnie kawałek po kawałku. Ten widok robił ze mną coś pierwotnego i nie potrafiłam już udawać przed samą sobą, że chodzi o kąpiel. Chciałam być wypełniona. Mocno. Do granicy.
Opuściłam biodra niżej. Jeszcze. Jeszcze. Aż nagle poczułam podstawę prawie przy samej cipce i zamarłam.
— Ja pierdolę.
Było we mnie naprawdę głęboko, a pełność była prawie absurdalna. Przez moment nie poruszałam się wcale, mięśnie zaciskały się wokół gumowego trzonu, jakby ciało próbowało zdecydować, czy go wypchnąć, czy wciągnąć jeszcze bardziej.
Wybrało drugą opcję.
Poruszyłam biodrami, w przód, w tył, i dildo tarło mnie w środku przy każdym drobnym ruchu. Zamknęłam oczy. To było cudowne, ale po chwili już za mało.
Uniosłam biodra wysoko, dildo wysunęło się niemal do główki, potem opadłam. Mocniej. Plusk wody, głęboki jęk. Znów w górę, w dół.
Przyssawka trzymała pewnie, więc nie musiałam kontrolować zabawki ręką i mogłam używać całego ciała.
Zaczęłam się na niej pieprzyć. Nie znajduję lepszego słowa. Nie „kołysałam biodrami”, nie „poddawałam się rozkoszy”. Pieprzyłam się na dużym gumowym kutasie przyssanym do dna własnej wanny.
I kurewsko mi się to podobało.
Rytm szybko zrobił się mocniejszy, woda chlapała na podłogę, piersi podskakiwały przy każdym opuszczeniu bioder. Jedną dłonią ściskałam brzeg wanny, drugą złapałam się za pierś i ścisnęłam mocno, a palcami znalazłam sutek. Był twardy. Pociągnęłam i jęknęłam głośniej.
Dildo wchodziło we mnie niemal do końca przy każdym ruchu. Czułam jego szerokość przy wejściu, tarcie głębiej i coraz silniejsze napięcie zbierające się gdzieś poniżej pępka.
Zwolniłam. Musiałam, bo byłam już zbyt blisko, a nie chciałam jeszcze kończyć.
Usiadłam na zabawce całym ciężarem i zostałam tak: wypełniona, oddychająca szybko, z wodą falującą wokół brzucha. Przymknęłam oczy i zaczęłam zaciskać mięśnie. Raz. Dwa. Trzy. Czułam dildo każdym fragmentem cipki, a każde zaciśnięcie powodowało drobny dreszcz.
— Jeszcze nie — szepnęłam.
Moje ciało miało gdzieś moje ustalenia.
Przesunęłam dłoń między uda i palec natychmiast znalazł łechtaczkę. Dotknęłam jej tylko raz i prawie krzyknęłam; była tak wrażliwa, że musiałam zabrać rękę. Zaśmiałam się sama do siebie, ciężko dysząc.
— Serio?
Spróbowałam ponownie, tym razem delikatniej. Małe kółko, drugie, trzecie, i biodra zaczęły poruszać się same. Nie góra, nie dół. Teraz kołysałam się na zabawce, trzymając ją głęboko wewnątrz i pocierając łechtaczkę palcami.
Po kilku sekundach poczułam pierwszą falę. Jeszcze nie orgazm, zapowiedź: ciepło rozeszło się po brzuchu i udach, oddech mi zadrżał.
Przyspieszyłam. Palce krążyły szybciej, dildo pozostawało głęboko, zaciskałam się wokół niego.
— O kurwa… kurwa…
Zaczęło nadchodzić. Znałam swoje ciało wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że zostało może kilkanaście sekund i mogłam po prostu skończyć.
Zamiast tego zabrałam rękę.
Natychmiastowa frustracja była niemal bolesna. Sapnęłam, a moja cipka pulsowała wokół dildo, domagając się kontynuacji.
Uśmiechnęłam się, bo lubiłam robić sobie takie rzeczy. Było w tym coś perwersyjnie satysfakcjonującego: doprowadzić własne ciało niemal do granicy i nagle odebrać mu wszystko.
Odczekałam minutę, może dwie, oddychałam spokojniej i napięcie trochę opadło.
Wtedy uniosłam się z dildo. Powoli, centymetr po centymetrze. Kiedy szeroka główka wyskoczyła ze mnie na końcu, poczułam natychmiastową pustkę. Nieprzyjemną. Chciałam je z powrotem.
Odwróciłam się i ustawiłam na czworakach; jedną nogę musiałam przesunąć ostrożnie, żeby znaleźć stabilną pozycję w wannie. Teraz dildo znajdowało się za mną. Nie widziałam go. I to zmieniało wszystko.
Sięgnęłam ręką między nogi, znalazłam główkę, ustawiłam i cofnęłam biodra. Weszła we mnie od razu głębiej niż wcześniej. Jęknęłam, jeszcze mocniej wypchnęłam tyłek do tyłu i dildo wsunęło się niemal całe.
W tej pozycji czułam je inaczej. Intensywniej.
Oparłam przedramiona o krawędź wanny, wypięłam tyłek i zaczęłam poruszać biodrami. Tym razem nie było finezji: każde cofnięcie wbijało zabawkę głęboko, przyssawka lekko napinała się przy ruchu, ale trzymała, a ja czułam, jak mokre pośladki napinają się przy każdym pchnięciu.
Wyobraźnia zrobiła resztę i przez sekundę przestało być ważne, że jestem sama. Nie trzymałam już zabawki, nie kontrolowałam jej ręką; była za mną, a ja po prostu brałam ją w cipkę tak mocno, jak chciałam. Coraz szybciej, coraz głębiej.
Dźwięki odbijały się od kafelków: plusk, mój oddech, mokre uderzenia, jęki, których przestałam próbować powstrzymywać.
— Mocniej…
Nie wiem, do kogo to powiedziałam. Do siebie? Do kawałka gumy? Do kogoś istniejącego tylko w mojej głowie? Nie miało znaczenia.
Cofnęłam biodra gwałtowniej.
— Tak.
Jeszcze raz.
— Właśnie tak.
Byłam już bardzo blisko. Sięgnęłam pod siebie, palce były śliskie, dotknęłam łechtaczki i tym razem nie zwolniłam. Pierwsze kółko, drugie, trzecie.
Napięcie eksplodowało niemal natychmiast.
— O Boże…
Nogi zaczęły mi drżeć, próbowałam utrzymać rytm. Jeszcze dwa ruchy bioder. Jeszcze jeden. I nagle orgazm przeszedł przeze mnie tak mocno, że przestałam się ruszać.
Krzyknęłam. Cipka zacisnęła się na dildo seriami mocnych, mimowolnych skurczów: jeden, drugi, trzeci, każdy powodował kolejną falę.
Przycisnęłam czoło do przedramienia. Palce nadal pracowały na łechtaczce, chociaż była już prawie zbyt wrażliwa. Powinnam była przestać. Nie przestałam.
Orgazm przeciągnął się, drżenie przeszło z ud na brzuch, a ja poczułam, że zaczynam się śmiać i jęczeć jednocześnie. Absolutnie bez sensu. Absolutnie cudownie.
W końcu ręka opadła mi bezwładnie. Zostałam na czworakach, z dildo nadal tkwiącym głęboko we mnie, i oddychałam. Długo. Czułam, jak moje ciało powoli przestaje pulsować wokół zabawki.
Potem bardzo ostrożnie przesunęłam biodra do przodu, centymetr, drugi, trzeci. Po orgazmie byłam tak wrażliwa, że wysuwanie dildo było prawie osobną pieszczotą. Główka wyszła na końcu i westchnęłam.
Usiadłam w wodzie i popatrzyłam na zabawkę. Nadal stała niewzruszenie przyssana do dna wanny, jakby kompletnie nie uczestniczyła w tym, co właśnie się wydarzyło.
Parsknęłam śmiechem.
— Ty bezczelny kawałku gumy.
Oderwałam przyssawkę, dildo wydało krótkie, głuche plaśnięcie, a ja położyłam je obok i oparłam głowę o wannę.
Woda zdążyła zrobić się letnia. Na podłodze była kałuża. Książka leżała nietknięta.
A pół godziny? Spojrzałam na zegarek. Godzina i siedemnaście minut.
Przymknęłam oczy. Plan zdecydowanie nie został wykonany. Za to eksperyment uznałam za zakończony pełnym sukcesem.
Kartka 008. Zapisana 15 września 2026.
Zbiór: ciało jako obiekt badań.
Cały zbiór: I · Ciało jako obiekt badań.
To nie jest przeoczenie. Nie chcę, żeby pod moim tekstem obcy ludzie kłócili się ze sobą o to, co ja czułam.
Ale chcę wiedzieć, co myślisz. Napisz do mnie. Bezpośrednio, jednym zdaniem albo dziesięcioma. Czytam wszystko, wieczorem, kiedy dom już cichnie.
napisz mi, co o tym myślisz temat wpisze się sam, będę wiedziała, o której kartce mówiszTwojego adresu nie zobaczy nikt poza mną. Nie trafia na żadną listę. Tu pisze, co się z nim dzieje.