Nie wiem, w którym momencie człowiek zaczyna nazywać swoje prywatne zapiski „opowiadaniami erotycznymi”. Podejrzewam, że trochę później, niż powinien.
Przez długi czas uważałam, że po prostu piszę. Czasem po czymś, co wydarzyło się między mną a mężem. Czasem po czymś, co wydarzyło się wyłącznie w mojej głowie i tam, przynajmniej oficjalnie, powinno zostać. Czasem dlatego, że jakaś myśl wracała zbyt uporczywie, żeby dalej udawać, że jej nie ma.
A czasem dlatego, że wydarzyło się coś pozornie niewielkiego: jedno spojrzenie, zdanie wypowiedziane trochę innym tonem, jego dłoń zatrzymana na mnie sekundę dłużej niż zwykle. I nagle pół nocy później siedziałam z laptopem na kolanach, próbując ustalić, dlaczego akurat to zostało mi w głowie.
Tak powstała większość tekstów, które znajdziesz w tej części mojego zeszytu. Nie zaczynałam ich od pytania:
„Jak napisać dobre opowiadanie erotyczne?”
Zaczynałam raczej od:
„Dlaczego do cholery nadal o tym myślę?”
I różnica między tymi dwoma pytaniami okazała się całkiem istotna.
Jeśli trafiasz tutaj, szukając opowiadań erotycznych, prawdopodobnie oczekujesz, że w pewnym momencie wydarzy się seks. To rozsądne założenie. Czasem się wydarzy, czasem bardzo wyraźnie, a czasem nie.
Bo z czasem odkryłam, że najbardziej erotyczne momenty wcale nie zawsze zaczynają się wtedy, kiedy ktoś zdejmuje ubranie. Czasami zaczynają się dużo wcześniej: przy stole, w samochodzie, w hotelowym barze, w wiadomości wysłanej w środku dnia. W chwili, kiedy mój mąż patrzy na mnie w określony sposób i oboje doskonale wiemy, że wieczór właśnie zmienił plan. Albo wtedy, kiedy sama orientuję się, że jakaś fantazja, którą jeszcze miesiąc wcześniej uznałabym za absurdalną, zaczyna robić mi w głowie podejrzanie dużo miejsca.
To właśnie interesuje mnie najbardziej. Nie sama mechanika; mechanika jest prosta, ciało naprawdę nie potrzebuje piętnastu stron instrukcji. Dużo ciekawsze jest wszystko, co dzieje się przedtem.
Dlaczego czegoś chcę. Dlaczego czegoś nie chcę, a mimo to o tym myślę. Dlaczego jedna rzecz kompletnie mnie nie rusza, podczas gdy druga, czasem obiektywnie głupia, powoduje natychmiastową reakcję. Dlaczego potrafię być bardzo pewna własnych granic we wtorek, a w sobotę zaczynam zastanawiać się, kto właściwie te granice ustalał.
Prawdopodobnie ja. To trochę komplikuje sprawę.
Mam trzydzieści lat, od kilku lat uczę matematyki i jestem żoną. Nie seksuolożką, nie terapeutką, nie autorką poradnika pod tytułem „Jak mieć idealne życie erotyczne w siedem dni”.
Dzięki Bogu.
Nie mam też zamiaru mówić Ci, czego pragną kobiety. Ledwo zaczynam rozumieć jedną. Siebie.
Dlatego te erotyczne opowiadania są pisane w pierwszej osobie, i nie dlatego, że uważam moje doświadczenia za uniwersalne. Właśnie przeciwnie: są bardzo moje. Moje reakcje, moje fantazje, moje małżeństwo, moje dziwne mechanizmy obronne. Moja potrzeba kontroli, która zaskakująco często spotyka się z równie dużą ciekawością tego, co wydarzy się, kiedy choć trochę ją oddam.
To nie jest encyklopedia kobiecej seksualności. To jest jeden przypadek badawczy, próbka o liczebności:
n = 1
Metodologicznie żałosne. Literacko całkiem wystarczające.
Niektóre historie dotyczą rzeczy, które naprawdę się wydarzyły. Inne zaczynają się od czegoś prawdziwego, a później idą własną drogą. Jeszcze inne są fantazją od pierwszego do ostatniego zdania.
Nie zawsze będę Ci mówiła, która jest która. Nie dlatego, że chcę Cię oszukać; po prostu z czasem sama zobaczyłam, że granica między wspomnieniem, pragnieniem i literaturą bywa dużo mniej elegancka, niż sugerowałyby osobne foldery na dysku.
Czasem wydarzenie jest prawdziwe, ale zmieniam szczegół. Czasem łączę dwa wieczory w jeden. Czasem zostawiam emocję, a wyrzucam miejsce. Czasem czegoś nie opisuję, bo należy tylko do mnie i mojego męża. A czasem tekst jest kompletnie wymyślony, ale mówi o mnie więcej niż wierny zapis rzeczywistości.
To trochę irytujące. Lubię kategorie. Rzeczywistość nie zawsze współpracuje.
Jeżeli szukasz krótkiego, szybkiego tekstu, po którym możesz zamknąć kartę i nigdy więcej tutaj nie wrócić, część tych opowiadań może Ci wystarczyć. Nie obrażę się, internet jest pełen ludzi, którzy wchodzą gdzieś na pięć minut i znikają.
Ale ja mam inną nadzieję. Chciałabym, żeby po kilku historiach zaczęło Cię interesować nie tylko to, co się wydarzyło. Również:
co wydarzy się później.
Żeby mój mąż stał się dla Ciebie rozpoznawalny po sposobie, w jaki o nim piszę. Żeby zostały Ci w pamięci rzeczy, których jeszcze nie zrobiłam. Żeby nie umykało Ci, kiedy powtarzam sobie coś trochę zbyt stanowczo. Żeby zdanie:
„Nigdy bym tego nie zrobiła.”
po pewnym czasie zaczęło wzbudzać u Ciebie uzasadnioną podejrzliwość.
U mnie już wzbudza.
Nie wszystkie moje opowiadania erotyczne będą mocno dosłowne. To celowe, bo bywa, że najbardziej podnieca mnie właśnie niedokończenie: świadomość, że coś mogłoby się wydarzyć, moment zawahania, zakaz, tajemnica, spojrzenie człowieka, którego znam od lat i który nadal potrafi sprawić, że przez kilka sekund zachowuję się tak, jakbym poznała go pięć minut temu.
Innym razem potrzebuję napisać wszystko. Bez eleganckiego odsuwania kamery i bez kwiatowych metafor zastępujących części ciała przedmiotami występującymi zwykle w ogrodnictwie albo budownictwie. Jeśli coś jest seksualne, mogę to nazwać seksualnie. Jeśli jest śmieszne, nie będę udawała, że nie jest.
Seks bywa przecież śmieszny. Czasem człowiek próbuje właśnie przeżyć najbardziej intensywną chwilę miesiąca, a wtedy któreś z Was zahacza stopą o kołdrę.
Ciało rzadko respektuje dramaturgię. Bardzo je za to lubię.
Najczęściej wracam do kilku tematów: pożądania w małżeństwie, fantazji erotycznych, których nie zawsze mam ochotę natychmiast realizować, zazdrości, patrzenia, bycia widzianą, ról, które można zagrać tylko dlatego, że za nimi stoi ktoś, komu naprawdę ufam, i ciekawości własnego ciała. A także granicy pomiędzy:
„to mnie nie interesuje”
a
„dlaczego właściwie tak szybko odpowiedziałam?”
Niektóre z tych tematów brzmią poważnie, choć w praktyce często zaczynają się bardzo niepoważnie. Na przykład od kupienia urządzenia wyglądającego jak pingwin. Albo od jednego zdania wypowiedzianego przez mojego męża. Albo od sytuacji, w której zupełnie niewinnie zaczynam sobie wyobrażać coś, czego (przynajmniej zgodnie z aktualnym stanem dokumentacji) nigdy nie zamierzam zrobić.
Mam tutaj kilka takich hipotez. Nie wszystkie wyglądają stabilnie.
Bardzo interesuje mnie też różnica pomiędzy tym, co deklarujemy, a tym, co rzeczywiście robi z nami ciało. Jako nauczycielka powinnam zapewne napisać coś o wartości obserwacji empirycznej, więc napiszę: ciało jest bezczelne.
Możesz mieć opinię. Możesz mieć zasady. Możesz przez dwadzieścia minut przekonywać siebie, że określona sytuacja absolutnie Cię nie podnieca. A potem wystarczy jeden szczegół i cały piękny model teoretyczny idzie się jebać.
Przepraszam. Nie widzę precyzyjniejszego określenia.
To właśnie dlatego piszę. Nie po to, żeby udowodnić sobie, że jestem bardziej odważna, bardziej wyzwolona albo bardziej seksualna niż ktokolwiek inny; nie mam takiej potrzeby. Interesuje mnie różnica między tym, kim wydaje mi się, że jestem, a tym, co wychodzi, kiedy przestaję się pilnować.
Erotyka daje do tego bardzo dobry materiał, może dlatego, że w seksie człowiek często traci część zdolności do tworzenia ładnej wersji samego siebie. Zostaje reakcja. Pragnienie. Czasem wstyd. Czasem: „o kurwa, naprawdę?”
Bardzo wartościowy materiał badawczy.
Jeśli jesteś kobietą, możliwe, że część moich historii będzie Ci znajoma i przeczytasz coś, po czym pomyślisz:
też tak mam.
Jeżeli jesteś mężczyzną, być może pomyślisz:
czy moja żona też tak ma?
Nie wiem. Zapytaj ją. Serio. Mnie nie pytaj o cudzą żonę, mam wystarczająco dużo pracy ze sobą.
Jeżeli czytacie mnie razem, tym lepiej. Mam cichą nadzieję, że czasami moje historie skończą się u Was rozmową, która normalnie nie zaczęłaby się przy kolacji. Może czymś tak prostym jak:
— A ciebie by to podniecało?
To jest całkiem dobre pytanie. Zdecydowanie ciekawsze niż:
— Co oglądamy?
Nie będę też udawała, że każdy tekst tutaj będzie dobry w ten sam sposób. Nie chcę tego.
Jedne będą długimi opowiadaniami erotycznymi, inne krótkimi kartkami. Czasem opiszę fantazję, czasem eksperyment, a czasem wrócę do czegoś po kilku tygodniach i napiszę na marginesie, że poprzednio gadałam bzdury.
Może pojawi się strona bez zakończenia. Może czegoś zabraknie. Może numeracja któregoś dnia przestanie się zgadzać; nie zakładaj od razu błędu technicznego, choć błąd techniczny również jest możliwy. To nadal internet.
Jeżeli chcesz zacząć od początku, możesz potraktować tę kategorię jak wejście do mojego zeszytu. Nie musisz czytać chronologicznie, ale jeśli zaczniesz, możesz po pewnym czasie zauważyć rzeczy, które przy pojedynczym opowiadaniu nie mają znaczenia: powtarzające się zdanie, symbol, pokój, godzinę, coś, czego nie opisuję, zmianę w sposobie, w jaki piszę o mężu, zmianę w sposobie, w jaki piszę o sobie.
To właśnie najbardziej mnie interesuje w całym projekcie. Nie chcę przez następne lata pisać pięćdziesięciu wariantów jednej sceny; chcę sprawdzić, co stanie się z Nadią. Ze mną.
Co zmieni się po dwudziestu historiach. Po pięćdziesięciu. Po roku. Jakie zdania będę musiała wykreślić, których będę się wstydzić i przy których za jakiś czas napiszę czerwonym:
miałam rację.
Więc jeśli szukasz tu opowiadań erotycznych: są tutaj. Niektóre subtelniejsze, niektóre dużo mniej. Niektóre prawdziwe, niektóre tylko prawdopodobne, a niektórych jeszcze sama do końca nie rozumiem.
Ale wszystkie mają jedną wspólną zmienną. Mnie.
Nie wiem, czy to dobrze. Na razie wynik pozostaje niejednoznaczny.
Możesz zacząć od pierwszej kartki albo od tej, której tytuł najbardziej nie powinien Cię interesować. Mam podejrzenie, że drugi sposób jest skuteczniejszy.
— N.