Pierwszy dzwonek
Pierwszego września zawsze pachnie trochę tak samo. Świeżo umytymi korytarzami. Papierem. Kawą wypitą zbyt szybko przed wyjściem. Jeszcze letnim powietrzem wpadającym przez uchylone okna i tym specyficznym napięciem, które pojawia się wtedy, gdy kilkaset osób wraca po dwóch miesiącach do budynku, w którym wszystko ma swoje miejsce, godzinę i numer.
Lubię ten dzień. Naprawdę.
Lubię początek nowego roku szkolnego. Nowe zeszyty, puste dzienniki, pierwsze lekcje, jeszcze nieznane twarze i to przyjemne złudzenie, że przez najbliższe dziesięć miesięcy wszystko będzie można pięknie zaplanować.
Matematyczka we mnie kocha początki. Punkt zero. Stan początkowy układu. Zanim pojawią się błędy, opóźnienia, kartkówki, poprawy, zmęczenie w listopadzie i pytanie zadane po raz siedemnasty.
Pierwszego września wszystko jest jeszcze czyste.
Dlatego właśnie dziś zaczynam ten zeszyt.
I nie jest to przypadek.
Dwie wersje mnie
Jeżeli spotkałbyś mnie w pracy, prawdopodobnie nie pomyślałbyś niczego szczególnego. Nauczycielka matematyki. Trzydzieści lat. Spódnica, czasem spodnie, koszula, marynarka. Włosy związane albo rozpuszczone, zależnie od tego, ile czasu miałam rano. Kawa. Długopis. Klucze do sali. Stos sprawdzianów.
Normalna kobieta wykonująca normalną pracę.
I właśnie to jest zabawne. Bo pod tym wszystkim istnieje druga wersja mnie.
Nie fałszywa. Nie ukryta dlatego, że się jej wstydzę. Po prostu inna.prywatna.
Znacznie bardziej bezczelna. Ciekawska. Głodna. Czasem uległa. Czasem bardzo konkretna. Zdecydowanie bardziej seksualna, niż sugerowałby sposób, w jaki stoję przy tablicy i tłumaczę komuś funkcję kwadratową.
Przez lata wydawało mi się, że te dwie kobiety powinny istnieć osobno. Jedna ma być rozsądna, druga może być napalona. Jedna ma analizować, druga ma czuć.
Tylko że im jestem starsza, tym bardziej widzę, że taki podział jest kompletnie sztuczny.
To cały czas jestem ja.
Matematyka pożądania
Mam analityczny umysł. Nie umiem tego wyłączyć. Kiedy coś mnie interesuje, zaczynam to rozkładać na części. Dlaczego. Jak. Kiedy. Co jest przyczyną, co skutkiem. Co działa najmocniej, a co jest tylko wyobrażeniem.
W matematyce taki sposób myślenia bardzo pomaga.
W seksie robi się znacznie ciekawiej.
Bo pożądanie nie zachowuje się jak równanie. Nie zawsze daje się przewidzieć. Czasami mogę być zupełnie spokojna, a potem wystarczy jeden zapach, jedno zdanie, jedno spojrzenie albo jedna myśl, żeby moje ciało w ciągu kilku sekund podjęło decyzję bez konsultowania jej ze mną.
I właśnie to fascynuje mnie najbardziej. Ten konflikt.
Podejrzewam, że ten zeszyt będzie w dużej mierze dokumentacją tej różnicy zdań.
Jestem żoną
To też chcę powiedzieć od razu.
Mam męża. Kocham go. Jestem z nim szczęśliwa.
Nasze małżeństwo nie jest przeszkodą w mojej seksualności. Jest jednym z powodów, dla których mogę ją poznawać tak swobodnie.
Rozmawiamy. Fantazjujemy. Eksperymentujemy. Czasami bawimy się rolami. Czasami jedno z nas prowadzi, drugie oddaje kontrolę. Czasami śmiejemy się podczas seksu tak bardzo, że cała atmosfera diabli biorą.
A czasami dzieją się rzeczy, których raczej nie opowiedziałabym koleżankom podczas przerwy na kawę.
Nie interesuje mnie zdrada. Interesuje mnie fantazja.
To nie jest to samo. Fantazja może być brudna. Niewygodna. Niepoprawna. Nielogiczna. Może zawierać ludzi i sytuacje, których w rzeczywistości nigdy bym nie chciała. I właśnie dlatego jest fantazją.
Tutaj zamierzam o tym pisać uczciwie.
Dlaczego publicznie?
To jest trudniejsze pytanie. Przecież mogłabym prowadzić dziennik. Mogłabym wszystko zapisywać i nikomu nie pokazywać. Mogłabym zamknąć plik hasłem. Albo po prostu zostawić własne życie seksualne w sypialni.
Tylko że świadomość, że ktoś to przeczyta, zmienia wszystko.
Jest w tym coś bardzo podniecającego.
Nie w tym, żeby ktoś wiedział, kim jestem. Tego akurat nie chcę. Podoba mi się coś dokładnie odwrotnego.
Ty możesz wiedzieć, co robiłam. O czym fantazjowałam. Co mnie zawstydziło. Co mnie podnieciło. Gdzie straciłam kontrolę. Możesz przeczytać rzeczy, których prawdopodobnie nigdy nie powiedziałabym Ci, stojąc naprzeciwko.
A jednocześnie możesz przejść obok mnie jutro na ulicy i nie mieć pojęcia, że to właśnie ja.
Ta anonimowość działa na mnie mocniej, niż początkowo chciałam przyznać. Jest jak małe pęknięcie w ścianie między tym, co publiczne, a tym, co prywatne.
Ja decyduję, jak szerokie. Ty możesz przez nie patrzeć.
O czym będę pisać?
O seksie. To chyba oczywiste. Ale nie tylko o samym ruchaniu.
Sam opis mechaniki szybko robi się nudny. Bardziej interesuje mnie to, co dzieje się przed.
Dlaczego nagle mam ochotę na konkretną rzecz. Dlaczego pewne słowa działają na mnie natychmiast. Dlaczego czasem chcę być traktowana czule, a innym razem zupełnie odwrotnie. Dlaczego fantazja o utracie kontroli potrafi być tak silna u kobiety, która przez większość dnia kontroluje wszystko.
Co daje mi masturbacja. Co zmienia zabawka. Co zmienia obecność drugiej osoby. Co zmienia świadomość, że ktoś patrzy. Dlaczego coś, co jednego dnia wydaje się absurdalne, tydzień później zaczyna mnie podniecać.
Chcę pisać o własnym ciele. O orgazmach. O fantazjach. O wstydzie. O ciekawości. O granicach. O małżeństwie. O byciu uległą. O potrzebie kontroli i potrzebie jej oddania.
O tych wszystkich momentach, kiedy głowa mówi jedno, a cipka najwyraźniej ma własny plan zajęć.
Tak. Napisałam „cipka”. Przyzwyczajcie się.
Jedna zasada
Nie zamierzam udawać kogoś, kim nie jestem.
Nie będę tutaj bardziej rozwiązła tylko dlatego, że to blog erotyczny. Nie będę też bardziej grzeczna dlatego, że jestem nauczycielką.
Jeżeli coś było delikatne, napiszę, że było delikatne. Jeżeli było brudne, napiszę, że było brudne. Jeżeli podczas czegoś pomyślałam „o kurwa”, raczej nie zamienię tego później na „och, jakie niezwykłe doznanie”.
To byłoby oszustwo.
A matematyczka nie powinna fałszować wyników.
Punkt zero
Dzisiaj zaczyna się nowy rok szkolny.
Za chwilę wyjdę z domu. Założę spódnicę. Wezmę torbę. Sprawdzę po drodze, czy na pewno mam klucze. Wejdę do szkoły. Będę się uśmiechać. Rozmawiać. Tłumaczyć. Zapisywać liczby na tablicy.
Będę dokładnie tą kobietą, którą wszyscy znają.
Ale wieczorem wrócę tutaj. Do tej drugiej części siebie. I będę ją opisywać.
Bez tablicy. Bez dziennika. Bez poprawnych odpowiedzi na końcu podręcznika.
Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi.
To akurat trochę mnie niepokoi.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo mnie podnieca.
Pierwszy września.
Pierwszy wpis.
Punkt zero.
Zaczynamy.
— N.
Kartka 001. Zapisana 1 września 2026.
Zbiór: reszta z dzielenia.
Cały zbiór: IV · Reszta z dzielenia.
To nie jest przeoczenie. Nie chcę, żeby pod moim tekstem obcy ludzie kłócili się ze sobą o to, co ja czułam.
Ale chcę wiedzieć, co myślisz. Napisz do mnie. Bezpośrednio, jednym zdaniem albo dziesięcioma. Czytam wszystko, wieczorem, kiedy dom już cichnie.
napisz mi, co o tym myślisz temat wpisze się sam, będę wiedziała, o której kartce mówiszTwojego adresu nie zobaczy nikt poza mną. Nie trafia na żadną listę. Tu pisze, co się z nim dzieje.